7. Zobaczcie to, co jest takie, jakie JEST – i ruszcie dalej
# **Zobaczcie to, co jest takie, jakie JEST – i ruszcie dalej**
Budda* , oświecony mistrz, używał słowa tathata – widzenie tego, co jest takim jakie JEST. Oznacza to widzenie tego, co jest takim, jakie jest – bez żadnej oceny.
Lecz przez większość czasu widzimy rzeczy jedynie poprzez nasze zmartwienia. Jest takie popularne powiedzenie, 'Nie widzimy rzeczy, jakimi one są. Widzimy rzeczy, jakimi my jesteśmy.' Jeśli czujecie, że jest coś nie tak z tym, co widzicie, powinniście spojrzeć na siebie, ponieważ to, co widzicie na zewnątrz jest jedynie odbiciem tego, co jest wewnątrz was. Jeśli czujecie czystą miłość wewnątrz, wtedy widzicie jedynie czystą miłość na zewnątrz. To ma zawsze związek z wami, nie z tym, co widzicie.
Jak możecie trzymać myśli z dala od tego, co naprawdę JEST? Jak możecie radować się każdym momentem przez cały czas?
Spróbujcie tej techniki. Gdy coś widzicie – powiedzmy osobę, lub sytuację, lub książkę, lub cokolwiek – normalnie, stare myśli i znane reakcje natychmiast się w was pojawią. Zwróćcie uwagę, że te uwarunkowane myśli i wspomnienia sprowadzają chmury na wasz osąd i wyobraźcie sobie, jak rozwiewacie te chmury. Następnie, zobaczcie sytuację, lub osobę, lub obiekt nowym spojrzeniem, tak jakbyście widzieli to pierwszy raz! Nagle zauważycie jak bardzo się myliliście, z powodu waszych zmartwień i myśli.
Nawet, gdy widzicie waszego męża, żonę, brata, czy kogokolwiek, spójrzcie na nich, jakbyście widzieli ich pierwszy raz w życiu. Nagle, zrozumiecie, iż nie tylko zmartwienia nie pojawiają się, ale
również zaczniecie patrzeć na wszystkich podobnie – niezależnie czy są wam obcy czy bliscy. To jest prawidłowy sposób. Nikt nie jest bliski lub niezmienny. Nawet wasza żona nie jest wam znajoma. Każdy się stale zmienia w każdym momencie wraz z Życiem. Tylko wasz umysł stara się, aby wyglądali niezmiennie.
Gdy już zaczniecie widzieć to, co jest takim, jakie jest, cała wasza energia zjednoczy się w was. Nie ma więcej zmartwień, nie ma konfliktu.
Ktoś spytał J. Krisznamurtiego* , sławnego indyjskiego filozofa, jak nadawać na tej samej fali z tym, co JEST. Pięknie odpowiedział, 'Po prostu tego nie nazywaj, a zobaczysz, iż jesteś na tej samej fali!'
Zazwyczaj, gdy coś widzimy, albo próbujemy się z tym identyfikować, albo próbujemy to krytykować. Na przykład, jeśli powiedzą wam, iż jesteście aroganccy, możecie albo to zaakceptować, albo próbujecie nie być aroganccy! Nigdy nie rozumiecie lub nie wykraczacie poza arogancję. Możecie jedynie rozumować w waszym obszarze odniesienia, z tym, co jest wam bliskie. Z tego powodu, jesteście w pułapce ograniczonej liczby możliwości. Aby naprawdę zrozumieć, trzeba wyjść poza ten ograniczony punkt widzenia. Żeby to zrobić, należy przestać nazywać to arogancją, to wszystko! Nie będzie więcej arogancji. Przez samo nazywanie, rozpoczynacie konflikt. W ten sposób widzicie to, co JEST – przez nienazywanie tego.
Gdy widzicie to, co jest takim, jakie jest, jesteście w niebie. Gdy widzicie to, co chcecie widzieć, jesteście w piekle. Jeśli zrozumiecie, iż wszystko jest takie, jakim powinno być, odrzucicie oczekiwania i zobaczycie rzeczy takimi, jakimi są, ponieważ wszystko jest takie, jakie powinno być.
Krótka opowieść:
Jeden uczeń wciąż pytał mistrza, 'Mistrzu, gdzie jest raj?'
Wreszcie, pewnego dnia, mistrz spytał go, 'Naprawdę chcesz wiedzieć?'
Uczeń usiadł i powiedział, 'Tak!'
Mistrz powiedział, 'Dobrze, mój pierwszy uczeń Hemachandra jest w raju.' Wypowiedziawszy te słowa mistrz zamknął oczy i rozpoczął medytację.
Uczeń wiedział, iż minie dużo czasu, zanim mistrz otworzy oczy. Zatem poszedł i spytał innych uczniów czy wiedzą gdzie żyje Hemachandra. Wydawało się, że nikt nie wie.
Wreszcie jeden uczeń powiedział, 'Wiem jak ciebie tam zaprowadzić, ale nigdy nie byłem tam samemu. Jest to w głębokiej dolinie poza zasięgiem lodu pokrywającego góry.'
Uczeń zapisał dokładnie drogę i wrócił do mistrza. Powiedział mu, 'Mistrzu, chcę odwiedzić Hemachandrę!'
Mistrz był bardzo zajęty pracą. Nawet nie patrząc odparł, 'Idź.'
Uczeń rozpoczął podróż. Szedł wiele dni w słońcu, deszczu, śniegu, i w czym się tylko dało. Aż do wyczerpania, będąc na skraju śmierci. Zajęło mu sto dni dotarcie do doliny. Gdy wreszcie dotarł tam, spojrzał na dolinę i pomyślał, 'Ta dolina nie wygląda wspaniale. Widziałem wiele piękniejszych dolin. Dlaczego mistrz nazywa to rajem?'
Rozejrzał się i poszedł dalej, aż wreszcie znalazł chatę Hemachandry. Hemachandra bardzo się ucieszył na jego widok. Poczęstował go posiłkiem i spytał jak się miewa mistrz i inni uczniowie.
Przez cały czas, uczeń myślał jedynie do siebie, 'Mistrz nazwał to miejsce rajem? Nie mogę uwierzyć.'
Po tygodniu pobytu odszedł i wrócił do swego mistrza. Powrót do domu zajął mu kolejne sto dni.
Skierował się bezpośrednio do mistrza i oznajmił, 'Nazwałeś tamto miejsce rajem. Ale to, co zobaczyłem, było najzwyklejszym miejscem!'
Mistrz powiedział, 'O boże! Gdy się pytałeś, mogłeś być bardziej dokładny, powiedziałbym ci prawdę.'
Uczeń spytał, 'Jaka jest prawda?'
Mistrz odparł, 'Hemachandra nie jest w raju. Raj jest w nim!'
Gdy żyjecie blisko Egzystencji, bez żadnych oczekiwań, widząc to, co jest takim, jakie jest i znajdując w tym błogosławieństwo, będziecie nieść w sobie niebo! Niebo nie jest geograficzne, jest psychologiczne. Nie jest fizyczne, jest umysłowe. Jeśli zdecydujecie, możecie być w niebie w tym momencie.
Zmartwienie – przekazywany spadek
Martwienie się jest niechcianym spadkiem przekazywanym od dziadków do rodziców, potem do dzieci. Dzieci są jak gąbki. Po prostu przyswajają język ciała i nastawienie rodziców. Rodzice nawet nie wiedzą, że to się dzieje. Na przykład, jeśli dziecko słyszy matkę powtarzającą konkretne zmartwienie cztery czy pięć razy, dziecko po prostu przyswaja nawyk. Dorasta powtarzając niepotrzebnie stwierdzenia, które są jednym z atrybutów martwienia się.
Ostatecznie wnosi zmartwienie ze sobą do małżeństwa a następnie oboje on i jego nowa żona muszą sobie z tym radzić, nawet, gdy początkowo była to sprawa matki. Następnie przekażą to swoim dzieciom, chyba, że przestaną to nazywać i nauczą się żyć z tym, co JEST.
Człowiek pchał wózek ze swoim dzieckiem. Dziecko krzyczało jak najgłośniej potrafiło. Przez cały czas człowiek cicho powtarzał, 'Bądź spokojny George. Nie krzycz. Wszystko będzie dobrze.'
Jego żona powiedziała mu, aby się zamknął.
Kobieta, która to obserwowała powiedziała do żony, 'Dlaczego jesteś taka niegrzeczna dla niego? Bardzo się stara, aby uciszyć syna!'
Żona spojrzała na kobietę z urazą, wskazała na męża i powiedziała, 'To on jest George.'
Gdy rodzice stale wyrażają zmartwienie, dzieci dorastają myśląc, iż życie toczy się jedynie przez zmartwienie! Zrozumcie, że życie toczy się nie przez nas, ale pomimo nas!
Problem w tym, że rodzice oczekują, że ich dzieci będą się martwić! Jeśli się nie martwią, mówią, że są beztroscy. Jest możliwe troszczyć się, nie martwiąc. Troska to działanie, martwienie się to gadanina. Nie ma pożytku z gadaniny. Gadanina to jakby próbować przekroczyć most, który się jeszcze nie pojawił.
Młody chłopiec odwoził swoją matkę do pobliskiej wioski. Zbliżali się do wioski, gdy przypomnieli sobie o konkretnym moście, który był bardzo stary i nieprzejezdny.
Matka stała się niespokojna i powiedziała, 'Nigdy nie przekroczę tego mostu samochodem.'
Syn rzekł, 'Zobaczmy jak będzie wyglądał, gdy do niego dojedziemy.'
Matka powiedziała, 'Jestem pewna, że most złamie się, gdy spróbujemy go przejechać.'
Syn odparł, 'Zobaczmy, jaki jest mocny. Nie przekroczymy go, nie sprawdzając go dokładnie.'
Matka powiedziała, 'Jeśli coś się stanie tobie lub mnie, twój ojciec nigdy mi tego nie wybaczy.' Cały czas tak mówiła, stając się coraz bardziej przygnębiona.
Wkrótce dotarli do miejsca gdzie stał most. Most został wymieniony na nowy!
Section 2
Są dwie rzeczy do zrozumienia: chronologiczne planowanie oraz psychologiczne martwienie się. Chronologiczne planowanie jest potrzebne do ustalenia kolejności zadań lub projektów do ukończenia. Na przykład, decydujecie, 'Wstanę o szóstej rano, wykonam medytację, następnie wezmę prysznic o siódmej, i pojadę do biura na ósmą. Skończę pracę o piątej i wrócę do domu na szóstą po południu.'
Take planowanie jest zupełnie w porządku. Lecz zanim nadejdzie chwila na każde zadanie z listy, zaczynacie tworzyć zmartwienie na jego temat. Myślicie o 'za i przeciw' każdego, itp. To się nazywa psychologiczne martwienie się! Nie jest potrzebne. Chronologiczne planowanie jest dobre, ale psychologiczne zmartwienie nie potrzebne. To jak próba przekroczenia mostu, który jest daleko z przodu.
Tak wiele energii jest zużyte na martwienie się, z czego i tak nie ma pożytku. W opowieści, którą właśnie przedstawiłem, nie znaczy to, że syna nic nie obchodziło. Obchodziło, ale bez zmartwienia, to wszystko. Po co zastanawiać się nad mostem, zanim się do niego nie dojedzie?
Możecie wyczyścić dom, dywany i podłogi, ale co z przestrzenią w waszym domu? Ta przestrzeń to energia, która krąży przez wasz dom. Ona łapie wszystkie myśli, które promieniujecie. Ona ustanawia nastrój domu. Wasze zmartwienia spoczywają jak pajęczyna w przestrzeni waszego domu. Z tego powodu, gdy wchodzicie do domu, doświadczacie znanego wzorca zmartwienia. Wzorce pozostają w przestrzeni waszego domu, łapiąc was, gdy do niego wracacie. Zrozumcie, że wasze mentalne nastawienie zadomawia się w przestrzeni waszego domu.
Duży problem jest taki, że wy się przyzwyczajacie do waszych wzorców zmartwienia, kończąc jak wyspa, odcięta od dobrobytu kontynentu. Jesteście odcięci od dobrobytu Życia z powodu waszych zmartwień. Nie doświadczacie cudów Egzystencji, które się stale dzieją wokół was. Zapominacie doceniać i jedynie narzekacie. Zapominacie o śmiechu, a pamiętacie jedynie smutek. Zapominacie o błogości, a pamiętacie jedynie stres. Pamiętanie tych negatywnych rzeczy staje się waszym nawykiem.
Uważność – życzliwy wirus!
Jaki jest sposób na to niesprawne oprogramowanie umysłu?
Głęboka uważność jest sposobem. Głęboka uważność jest jak życzliwy wirus, jeśli takie coś istnieje! Gdy uważność wejdzie do waszego organizmu, im więcej pracujecie z umysłem, tym więcej uważności dostaje się do oprogramowania zmartwienia, niszcząc je!
Uważność jest sprowadzaniem naszego skupienia dokładnie na to, co się dzieje w nas i dookoła nas. Jest to bezstronna obserwacja. Wszystko, co obserwujemy z uważnością rozpuści się. Taka jest moc uwagi; czy jest to fizyczny ból, mentalny ból, zmartwienie, czy coś innego. Gdy obserwujemy z uważnością, przerywamy konflikt gdzieś wewnątrz nas. Zaczynamy poruszać się z naturalnym biegiem rzeczy.
Gdy obserwujemy zmartwienie z uważnością, skupiamy światło dokładnie na tym jak tworzone jest zmartwienie, jak rozpoczyna życie. Gdy to się stanie, zmartwienie zaczyna się rozpuszczać, a rozpoczyna się wydarzać jasność.
Jest krótka opowieść o Buddzie* i jego uczniach:
Pewnego dnia Budda przybył na swój codzienny dyskurs poranny ze swoimi uczniami. Miał zawiązaną chusteczkę na swej lewej ręce. Pokazał chusteczkę uczniom i spytał, czy którykolwiek z nich może podejść i rozwiązać ją.*
Jeden uczeń podszedł i próbował rozwiązać. Ciągnął i ciągnął, a węzeł się zacieśnił. Inny uczeń podszedł, spojrzał na węzeł przez kilka sekund i z łatwością go rozwiązał.
Wszystko, co zrobił, to spojrzał na węzeł i natychmiast wiedział jak węzeł został zawiązany. Więc, po prostu zrobił na odwrót rozwiązując go! Sam węzeł nauczył go, jak go rozwiązać.
W życiu, zmartwienia są węzłami chusteczki. Jeśli spojrzymy na nie z uważnością, będziemy wiedzieć jak je rozpuścić. Zobaczymy dokładnie, w jaki sposób powstają zmartwienia i wtedy będziemy wiedzieć jak je 'rozwiązać'. Zmartwienie samo nauczy nas, jak je uwolnić.